Dwa słowa, które odmieniły moje życie. Pamiętasz moją przerwę w pisaniu we wrześniu? Opublikowałam wtedy tylko 4 teksty, z czego 2 były właściwie o tym, że… robię sobie urlop. Przełożyłam wszystkie możliwe działania na kolejny miesiąc i … dałam sobie czas na odpoczynek. Lubisz się śmiać? Teksty, które zmieniły życie Polaków. 77,561 likes · 83 talking about this. Jeżeli lubisz się śmiać to ta strona jest dla Ciebie :) Teksty, które zmieniły życie Polakówaby nie przegapić kolejnych filmików! Podobało się UDOSTĘPNIJ! Teksty, które zmieniły życie Polaków Teksty, które zmieniły życie Polaków aby nie przegapić kolejnych filmików! Podobało się UDOSTĘPNIJ! Jestem Jurek Kiler :D :D :D Polub Lubisz się śmiać? 0 views, 2 likes, 0 loves, 0 comments, 2 shares, Facebook Watch Videos from Mózgowce: Laska z Polski daje życiowe rady. Bolec giba się jak pier****ny rezus i zachwyca panem Kunta Kinte. Jurek Kiler Polaków poza krajem warunków do w miarę normalnego życia. Oczywiście inaczej życie codzienne wyglądało w latach 1939– 1945, a inaczej po zakończeniu wojny. I właśnie z tego powodu oczekiwano od rządu Tomasza Arciszewskiego natychmiasto-wej reakcji. W 1945 r. rząd RP ustalił pewne priorytety. Do- . Wynalazki Polaków, które wpłynęły na bieg historii 19 lut 21 09:20 Polska nie przodowała w wynalazczości, co nie oznacza, że Polacy nie mają na swoim koncie wynalazków, które znacząco wpłynęły na świat. Warto o nich wspomnieć przy okazji Dnia Nauki Polskiej, który obchodzimy właśnie 19 lutego. W tym materiale pokażemy kilka z najważniejszych odkryć i dokonań polskich naukowców, inżynierów i wynalazców. 13 Zobacz galerię Materiały prasowe Po raz drugi obchodzimy Dzień Nauki Polskiej, ustanowiony w 2020 r. Jako datę tego święta wyznaczono dzień urodzin Mikołaja Kopernika - 19 lutego - w uznaniu jego wybitnych zasług na polu astronomii. Dzień Nauki Polskiej, jak podaje Ministerstwo Edukacji i Nauki - ma stanowić inspirację do pójścia w ślady polskich badaczy i wzmocnienia zainteresowania nauką. A jakie wynalazki Polaków miały wpływ na kształt świata? Przyglądamy się. /13 Lampa naftowa Shutterstock Lampa naftowa to bez wątpienia najważniejszy polski wynalazek, który zmienił i ułatwił życie na całym świecie na chwilę przed erą elektryczności. W 1853 roku polski farmaceuta Ignacy Łukasiewicz opracował model lampy zasilanej naftą, która paliła się znacznie dłużej, niż dotychczas stosowane lampy na różne rodzaje paliw, czy popularne jeszcze wtedy świece. W 1854 w miejscowości Gorlice zapłonęła pierwsza lampa naftowa, której był twórcą. W tym samym roku Łukasiewicz otworzył również pierwszą na świecie kopalnię ropy, co tylko przypieczętowało jego pozycję czołowego polskiego innowatora. /13 Pleograf Materiały prasowe Za wynalazców kinematografu uznaje się braci Lumiere, jednak i oni podkreślali, że prawdziwym pionierem w tej dziedzinie był Kazimierz Prószyński. Opracował on przenośną automatyczną kamerę, która wykorzystywała sprężone powietrze do napędu mechanizmu przesuwu taśmy filmowej. 14 lat wcześniej w 1894 roku skonstruował pleograf, aparat kinematograficzny służący jednocześnie do rejestracji materiału filmowego oraz jego projekcji. Pleograf rejestrował zdjęcia na kliszy fotograficznej, a jednocześnie działał jako rzutnik do wyświetlania ich w postaci ruchomych obrazów. Pierwsze projekcje pleografu miały jednak problemy z odpowiednią synchronizacją przesuwu taśmy. Prószyński usunął ten problem w udoskonalonej wersji urządzenia o nazwie biopleograf w 1899 roku. Wynalazca stworzył za pomocą swoich wynalazków pierwsze polskie filmy, w tym "Powrót birbanta" i "Przygodę dorożkarza", oba z 1902 roku . /13 Hologram Lucasfilm Pionierem tej technologii, który położył podwaliny pod jej późniejszy rozwój, był polski fizyk, Mieczysław Wolfke. Naukowiec o bardzo ekscentrycznym usposobieniu, które jednak w jego przypadku było zaletą. Podstawy holografii Wolfke sformułował jeszcze w 1920 roku w pracy „Über die Möglichkeit der optischen Abbildung von Molekulargittern” („O możliwości obrazowania optycznego siatek molekularnych”). Pierwszy hologram 3D powstał dopiero w 1962 roku, po wynalezieniu lasera. Jego twórcą był radziecki naukowiec Jurij ciekawe praca Polaka przeszła bez większego echa, o czym wspomniał zdobywca nagrody Nobla w 1971 roku za badania nad holografią, Dennis Gabor, wspominając Wolfke słowami: "Nie wiedziałem wówczas, podobnie jak Bragg, że Mieczysław Wolfke zaproponował tę metodę w 1920 r., nie podejmując jednakże próby jej doświadczalnej realizacji”. /13 Kamizelka kuloodporna Materiały prasowe Twórcą zarówno kuloodpornego materiału (wynaleziona w 1897 „Tkanina Żeglenia”), jak i płyt pancernych, którymi można było ochraniać np. pojazdy, był polski zakonnik ze Zgromadzenia Zmartwychwstańców, Kazimierz Żegleń. Swoje wynalazki Żegleń opracowywał w Stanach Zjednoczonych, gdzie wyjechał w 1890 roku, mając 21 lat. Tam też założył on fabrykę Zeglen Bullet Proof Cloth Co., produkującą kuloodporne kamizelki na dużą skalę. Pierwsze kamizelki kuloodporne tkane były z jedwabiu, najbardziej wytrzymałego materiału (z którego można wykonać ubrania) w tamtych czasach. Żegleń impregnował następnie kilkunastowarstwową nawet kamizelkę substancją własnej roboty. /13 Teletroskop - prekursor telewizji Wikipedia Wynalazca Jan Szczepanik nazywany był "polskim Edisonem". Nie dziwi to, gdy spojrzymy na listę jego wynalazków, powiązanych - podobnie, jak u Edisona - z przesyłaniem obrazu, dźwięku i elektryczności. Jednym z najważniejszych wynalazków, dających podwaliny pod późniejszy rozwój telewizji, był teletroskop, a więc urządzenie wykorzystujące przełomową technologię rozbijania obrazu na punkty i przesyłania ich właśnie w takiej formie, by następnie wyświetlić je, punkt po punkcie, w innym miejscu. Dokładnie tak działała następnie telewizja i wyświetlanie obrazu na ekranach. Co ważne, teletroskop przesyłał zarówno kolorowy obraz, jak i dźwięk. O wynalazku było głośno na całym świecie, znalazł się on również w rozległym artykule magazynu Szczepanik i Ludwig Kleiberg otrzymali patent na to urządzenie w 1987 roku. Na zdjęciu widać rekonstrukcję urządzenia - ekran, który wyświetlał obraz "transmitowany" z oddalonego o kilkanaście metrów źródła. /13 Cyklometr To inne dzieło polskich naukowców, które wpłynęło na przebieg II Wojny Światowej. Jego historia zaczęła się jednak już dużo wcześniej, w latach 30-tych, gdy Marian Rejewski opracował urządzenie automatyzujące obliczenia wspomagające łamanie kodu Enigmy. Pierwszy raz depeszę zakodowaną z pomocą Enigmy udało się rozszyfrować w 1932 roku. Z czasem usprawniano zarówno metodologię odczytywania, jak i kodowania informacji. W momencie, gdy Niemcy zmieniali kodujący Enigmę walec, przygotowanie koniecznego do rozkodowania katalogu charakterystyk trwało ponad rok. Po tym czasie możliwe było dekodowanie informacji w czasie poniżej 20 minut. /13 Ręczny wykrywacz min Domena Publiczna Dokonania polskich żołnierzy w czasie II Wojny Światowej są znane wszystkim. Jednak na polu walki przydał się nie tylko ich zapał, ale również polska myśl techniczna. Dzięki pracom inżyniera Józefa Kosackiego, który wykorzystał rozpoczęte jeszcze przed wojną w Wytwórni Radiotechnicznej AVA prace, udało się skonstruować wykrywacz min. Stworzony przez Kosackiego prototyp wykrywacza zdobył uznanie Brytyjczyków i wszedł w skład wyposażenia tamtejszej armii. Urządzenie przyczyniło się do zwycięstwa w drugiej bitwie pod El Alamein, w Północnej Afryce. W trakcie wojny wyprodukowano ponad 100 tysięcy wykrywaczy według pierwszej wersji polskiego projektu. W kolejnych latach powstało kilkaset tysięcy ulepszonych modeli o symbolach Mk. II, Mk. III i Mk. IV. Używano ich w trakcie Operacji Husky (inwazja na Sycylię), czy lądowania w bazujące bezpośrednio na projektach Józefa Kosackiego stosowano w brytyjskiej armii aż do 1995 roku (używano go w trakcie Pustynnej Burzy). Prototyp ręcznego wykrywacza min Kosackiego znajduje się w Wojskowym Instytucie Techniki Inżynieryjnej (WITI) we Wrocławiu. /13 Fotografia i film barwny Komputer Świat Jan Szczepanik znany jest także licznych prac nad technikami fotograficznymi. Do jego wynalazków z tej dziedziny zaliczamy między innymi system rejestracji kolorowego obrazu wykorzystujący kamerę z trzema obiektywami, nagrywającą na monochromatycznej kliszy obraz oddzielnie dla każdego koloru. Opracował on również kliszę barwną, którą prawie 30 latach udoskonaliła i wykorzystała firma Kodak. Jan Szczepanik pracował również nad konstrukcjami fotometru, jak i kolorymetru, urządzeń niezbędnych w dzisiejszej fotografii. /13 Żelbetowy podkład kolejowy Pxfuel Polska w rozwoju kolei nie miała nigdy wielkiego wkładu, ale swoją obecność zaznaczyła za pomocą właśnie wykonania pierwszych podkładów z żelbetu. Wynalazcą tego typu belek był Władysław Tryliński, który zajmował się szeroko pojętymi nawierzchniami z betonu i materiałów pochodnych. /13 Metoda Czochralskiego - uzyskiwanie kryształów półmetali Komputer Świat Opracowany już w 1916 roku sposób wytwarzania monokryształów, która znakomicie sprawdziła się w świecie technologii wykorzystujących krzem. Pomysł chemika Jana Czochralskiego nadal jest jedną z najczęściej stosowanych technik tworzenia dużych jednorodnych kryształów krzemowych z pomocą - zwykle - pieców indukcyjnych. Kryształy o grubości nawet 30 cm są potem cięte na plastry wykorzystywane jako podkład podczas wytwarzania podzespołów półprzewodnikowych. /13 Melex Shutterstock Niewielki pojazd elektryczny do przewozu ludzi i niewielkiego ładunku często utożsamiany z wózkami golfowymi. I nie bez powodu. Choć wbrew obiegowej opinii Meleksy nie były pierwszymi w swojej kategorii, to produkt Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego PZL Mielec stał się na tyle popularny, że nazwa przestała być jedynie określeniem marki, ale zaczęła funkcjonować również jako określenie konstrukcji. Melex to przykład, że polska marka może znaleźć uznanie. /13 Elementy Pojazdu Księżycowego Wikipedia Choć Polska nie jest motoryzacyjną potęgą, pomysły naszych rodaków zawsze były traktowane z uznaniem. W historii eksploracji Kosmosu zapisał się profesor Mieczysław Bekker, który na zlecenie koncernu General Motors opracował układ jezdno-napędowy dla Lunar Roving Vehicle. To jak dotąd jedyny pojazd, który woził człowieka po księżycu. Mieczysław Bekker kierował również zespołem, który zbudował księżycowy samochód. /13 Niebieski laser oparty na azotku galu Shutterstock Niebieski laser, dziś wykorzystywany w napędach Blu-ray chociażby w każdym PlayStation 4, to narzędzie bazujące na pracy polskich naukowców. Niestety, pokazuje to, że Polacy bardzo często nie potrafią zadbać i rozwinąć swojego pomysłu, sprawiając, że świat, obserwując prace, zwyczajnie naszych naukowców prześciga. Niebieski laser o znanych współcześnie właściwościach opracowano w Warszawskim Instytucie Wysokich Ciśnień PAN w 2001 roku. Udało się to dzięki wytworzeniu wyjątkowo wysokiej jakości kryształów azotku-galu. Technologia to została następnie udoskonalana przez Japończyków, którzy z pracami nad niebieskim laserem stali niemal w miejscu od lat 90. Nowe namiary na Bloglovin Follow my blog with BloglovinCiekawa jestem czy macie takie książki, po których przeczytaniu postanowiliście odmienić (i to gruntownie) Wasze życie? Dla mnie takim « przełomem » okazała się książka (nieżyjącego już) Davida Servan-Schreibera Antyrak. Ale po niej przyszły kolejne, które utwierdziły mnie w potrzebie zmiany i pokazały drogę krok po lat temu zmagałam się z uciążliwym chronicznym problemem ze zdrowiem. Po prostu byłam wiecznie przemęczona, zestresowana, nie opuszczał mnie nieodłączny ból gardła. Panicznie bałam się, że kolejny krok to RAK.[Tweet “Czasami strach znika, gdy w końcu stawiamy mu czoła.”]Pierwsza książka: David Servan Schreiber “ANTYRAK”.W pobliskiej księgarni wypatrzyłam grubaśną pozycję ANTYRAK – zapobiegać i walczyć z nim przy użyciu naturalnych sił organizmu. Książkę pochłonęłam w ciągu kilku wieczorów. I zaczęłam żyć czym jest ta książka. To historia młodego ambitnego lekarza u progu błyskotliwej kariery naukowej w kraju nieograniczonych możliwości (USA), u którego zupełnie przypadkowo zdiagnozowano nowotwór mózgu. To dogłębnie przewraca jego życie. Po początkowym okresie « niezrozumienia » (dlaczego ja?) i buntu, młody naukowiec zaczyna szukać jak mógłby pomóc sobie i innym w walce z rakiem. W książce przeplata się wątek autobiograficzny wraz z praktycznymi poradami, co robić (jak żyć, co jeść), by skuteczniej opierać się chorobie nowotworowej, wzmocnić swój organizm, swoją psychikę i lepiej się można zrobić wiele. I przede wszystkim nie poddawać się.[Tweet “Twoje postanowienie, by zwyciężyć jest ważniejsze niż cokolwiek innego. Lincoln”][Tweet “Kto walczy, może przegrać. Kto nie walczy – już przegrał. Bertold Brecht”]Rak jest chorobą cywilizacyjną naszych czasów. Przemysł farmaceutyczny pracuje nad coraz nowymi i coraz to skuteczniejszymi formułami nowych leków do walki z tą epidemią. I chwała mu za to. Ale ma w tym swój interes. Bo za tym stoją ogromne pieniądze i ogromne potrzeby wielu ludzi. Ale to syntetyczne formuły, które nie istnieją w przyrodzie. Tymczasem natura jest również naszym sprzymierzeńcem w walce o zdrowie. Tylko, że występujących w naturze substancji nie da się opatentować i zbić na nich majątku. Natura chojnie wyposażyła rośliny w rozliczne substancje do obrony przed agresywnymi czynnikami zewnętrznymi, przed promieniowaniem słonecznym, przed wolnymi rodnikami. Te substancje – naturalne przeciwutleniacze, barwniki roślinne, czyli różne polifenole, karotenoidy, flawonoidy … Mamy ich tu całe bogactwo i warto z niego skorzystać, równolegle z klasycznym czosnek, kapusta, rozmaryn, winogrona, brokuły, kurkuma (i zawarta w niej kurkumina), pomidory (likofen), omega 3, czarna czekolada, truskawki, soja i wiele wiele innych. Znajdziemy w nich wiele substancji do walki z komórkami nowotworowymi. Niech Twoja żywność będzie Twoim lekarstwem. to, co jemy codziennie, codziennie oddziaływuje na nasze zdrowie. Małymi krokami dochodzimy do wielkich celów, albo … wpędzamy się w klasyczny talerz współczesnego Europejczyka to same białasy: biały chleb, biały makaron, biały ryż, cukier (rak żywi się cukrem), produkty mleczne (niby na zdrowie?, ale stoi za nimi potężne lobby i grube pieniądze).Ale najskrupulatniej przestrzegana dieta, to nie wszystko. Psychika. Jest potężnym siłaczem i naszym najlepszym sprzymierzeńcem w walce o zdrowie. Ale trzeba o nią dbać.[Tweet “Nie mów, że nie możesz. Od razu powiedz, że nie chcesz.”]Jak ta książka odmieniła moje życie? Zaczęłam robić sobie więcej sałatek, najprostszych, na to pozwalały moje skromne wówczas umiejętności kulinarne. Ale żeby dobrze się odżywiać wcale nie potrzeba wiele. Zaczęłam więcej się ruszać. Całą zimę przepedałowałam na domowym rowerku treningowym. Nawet nie wiecie jak wspaniale można się przy tym wypocić i wyrzucić na zewnąrz zalegające gdzieś po kątach toksyny. Krew szybciej krąży po organizmie i porywa do obiegu zalegające czasami latami, zapomniane toksyny, oddychamy głębiej, mózg zaczyna wydzielać endorfiny czyli hormony szczęścia i czujemy się na siłach stawić czoła przeciwnościom. Co prawda rowerek tego nie wytrzymał (dlatego teraz biegam), ale To była pierwsza zima w moim życiu, którą przeżyłam bez antybiotyków. Postanowiłam dalej iść w tym kierunku. Troszeczkę przyłożył do tego rękę bieg wypadków. Poznałam mojego męża Irańczyka i siłą rzeczy przestawiłam się na orientalną (a więc zdrowszą) kuchnię (ryż basmati, wiele owoców i warzyw). Jednocześnie mój teść walczył wtedy z chorobą nowotworową (dotyka też Irańczyków).Ale przede wszystkim poczułam, że sama wiele mogę zdziałać dobrego dla mojego zdrowia, a nie ciągle opierać się tylko i wyłącznie na lekarstwach na bolące gardło, no to, czy na tamto. Podniosłam głowę i uwierzyłam, że moje zdrowie jest w moich rękach. Dotychczas biernie akceptowałam ból, bo lekarze nie potrafili mi pomóc. Współczesna medycyna gorzej radzi sobie z chronicznymi chorobami, za które odpowiedzialny jest nasz współczesny styl książka: Christopher Vasey “Zdrowie jest kwestią równowagi”.Zaczęłam zaglądać do pobliskiego sklepiku z żywnością ekologiczną (po francusku bio – stąd nazwa mojego drugiego bloga MODA NA BIO). Tam rzetelnie przeczesałam półkę z książkami. Jedną z pierwszych pozycji, które wtedy wpadły mi w rękę była książka szwajcarskiego naturopaty Christophera Vasey “Zdrowie jest kwestią równowagi”.To był mój pierwszy kontakt z taką wizją zdrowia i zarazem kolejne olśnienie. Nasz organizm stanowi nierozłączną całość. Nasze orgazny funkcjonują jak naczynia połączone. Tymczasem współczesna medycyna coraz bardziej idzie w kierunku coraz węższej specjalizacji. I tak leczymy jeden organ, nie zmieniając nic w naszym sposobie życia, usuwamy dokuczliwe symptomy (np ból gardła), a tak na prawdę przesuwamy problem w inne miejsce. To tak jak zamiatanie śmieci pod wycieraczkę. Co z tego, że ich nie widać, skoro po jakimś czasie zaczną stamtąd przerazliwie śmierdzieć i ponownie psuć nam samopoczucie. Ból, choroba, stan zapalny jest pierwszym sygnałem alarmowym, że w organizmie (jako całości) coś dzieje się nie tak. Najczęściej problem wyskakuje w najsłabszym (genetycznie), albo najsilniej eksploatowanym organie (ja chciałam być śpiewaczką operową i przeforsowałam gardło). Co z tego, że zaleczymy symptomy (np ból gardła). Zaleczony powierzchownie problem wyskoczy w innym miejscu. Bo organizm gdzieś musi upchnąć toksyny, albo którędyś musi usunąć je na zewnątrz. Tymczasem jak to mawia Szrek: lepiej na zewnątrz, niż do złego działo się w moim organiźmie? Normalka. Produkt uboczny naszych czasów i naszego stylu życia : brak ruchu, stres, wieczne przemęczenie i niedosypianie, nierozsądna dieta (a w niej sam białasy i dużo cukru). To stąd bierze się nadmierne zakwaszenie organizmu (bolączka naszych czasów). A dalej organizm czerpie z rezerw wapnia i magnezu, by zneutralizować zbyt kwaśny odczyn (bierze go z włosów, zębów czy kości). Stąd wypadają nam włosy, łamią się paznokcie, mamy przeszarzałą cerę, kryształki kwasów boleśnie wbijają się w nasze mięśnie (ach te korzonki czy Bóg wie co, ale w końcu gdzieś trzeba to wszystko poupychać).Pochłonęłam kolejne książki Christophera Vasey o zakwaszeniu organizmu, o oczyszczaniu. Nie wiem czy te pozycje zostały przetłumaczone na polski. To książki popularno-naukowe, ale napisane bardzo łopatologicznie. Autor wyjaśnia mechanizmy tego, co dzieje się w naszym organizmie i pokazuje, jak możemy sobie pomóc. No i przestrzega, by robić sobie dobrze, ale … z umiarem. Sama rzuciłam się w wir oczyszczania organizmu i przedobrzyłam (odnotowałam kolejny spadek formy). To typowy błąd debiutanta. Chcemy do wszystkiego dojść jak najszybciej, zaraz, od razu, na maksa. A tymczasem należy działać z głową i w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem. Ale no cóż uczymy się na błędach.[Tweet “Człowiek, który nie robi błędów, zwykle nie robi niczego. Edward John Phelps”]Ja z moich doświadczeń i przebojów ze zdrowiem, wyciągnęłam jedną naukę. Dla zdrowia najlpeszy jest umiar (zdrowie jest kwestią równowagi) i radość życia. Pasja, energia, ochota do działania = witalność. To wszystko dobrze wpływa na nasz kapitał enzymatyczny (czyli ilość enzymów, które mamy w naszym organizmie).Trzecia książka: Hiromi Shinya “The Enzyme Factor” Enzymy odgrywają ważną rolę. Według dr Howella pioniera badań nad enzymami cały nasz organizm, wszystkie jego organy funkcjonują dzięki enzymom. Trawienie, zastępowanie starych spracowanych komórek przez nowe, usuwanie toksyn, odtruwanie organizmu są rezultatem działania enzymów.[Tweet “Im szybciej zużyjemy nasz kapitał entyzmatyczny, tym krótsze będzie nasze życie.”]Enzymów dostarcza nam żywa żywność, zdrowy tryb życia (z umiarem). Ale w jakiś cudowny sposób pomnażają go dobre emocje. Dlatego od skrupulatnego przestrzegania rygorystycznej diety ważniejsze jest życie pełnią życia i czerpanie z niego przyjemności. Ale z umiarem. Współczesny człowiek płaci swoim zdrowiem za swoje nienasycenie (obżarstwo) i za nieszanowanie praw tym wszystkim dowiedziałam się z cudownej książki japońskiego lekarza Hiromiy Shinya. Każdy z nas słyszał o przypadkach cudownego uzdrowienia w sytuacji, gdy lekarze nie dawali już żadnej szansy. Oczywiście ważna jest tu wola walki, ale równie ważny jest apetyt na życie (bo ten podsyca wolę walki) i pozytywne emocje.[Tweet ” Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Św Augustyn”]Oczyszczenie się ze złych emocji, pogodzenie z bliskimi i przeżycie dogłębnego oczyszczającego poruszenia może być kluczem do urazy jest jak picie trucizny w nadziei, że pozabija Twoich wrogów. Nelson MandelaDbaj o swoją pozytywną energię. W każdym z nas jest zdolność odrodzenia się. Dlatego powinniśmy myśleć o tym, co mamy, a nie o tym, czego nam książka: “Moja metoda” France GuillainStarsza pani rodem z francuskiej Polinezji, energiczna kobitka z charekterem, która odchowała gromadkę dzieci. Z niewyparzonym językiem. Nie za bardzo przejmująca się poprawnością polityczną (dlatego właśnie to, co pisze tak dociera do odbiorcy – byłaby z niej świetna blogerka). Mimo zaawansowanego wieku (koło 70) tryska energią. Jestem pewna, że gdyby była świadkiem napadu na bank, własnoręcznie przywaliła by napastnikom torebką (jak pewna starsza pani w Angli). Ten niegasnący zapał do życia przebija z wszyskiego, co pisze. France Guillain zaraziła mnie swoim umiłowaniem do glinki. Zawsze mam jej spory zapas w domu i biorę ze sobą w każdą podróż. Po co ? To proste. Nigdy nie wiadomo, do czego może mi się czego może posłużyć glinka?Można posypać nią zupełnie niepoprawny (politycznie) pryszcz, który z pełną premedytacją wyskoczył nam przed pierwszą randką. Posypujemy go sproszkowaną glinką, która go zasusza i jednocześnie żołądka, zatrucie pokarmowe, prozaiczna biegunka w dniu ważnej rozmowy kwalifikacyjnej o pracę. Wrzucamy łyżeczkę glinki do szklanki wody, mieszamy, pijemy i po krzyku. Glinka robi porządki w organiźmie, blokuje drobnoustroje, naprawia uszkodzone tkanki i hamuje zęba, obolałe dziąsła, stan zapalny na kempingu, z dala od jakiejkowliek pomocy medycznej. Okład z glinki doraźnie złagodzi glinki wymaga czasu i cierpliwości (jak blogowanie). Jedna ważna rzecz, o której piszą tylko prawdziwi znawcy glinki (jak France Guillain), a której nie wiedzą ci, którzy tylko kopiują o niej to, co zostało już wcześniej ciągnie do siebie wszystkie zanieczyszczenia z całego organizmu. Dlatego jeżeli robimy z niej okład na chory organ równolegle warto położyć drugi okład na jeden z punktów drenujących (w dolnej części brzucha, albo na wgłębienie na karku). Dlatego niektóre osoby (w tym ja) miały złe pierwsze doświadczenie z glinką. Pierwszy raz położyłam sobie okład z glinki na chore ucho i jego stan znacznie się pogorszył. Normalne. Glinka przyciągnęła tam dodatkowe zanieczyszczenia, które szwędały się do całym się rozpisałam, wskoczyłam na swojego konikia i pogalopowałam. Ale starczy. Pozdrawiam Was pokazuję ostatnio swojego dziergania, bo cały czas chowam nitki w ponczu ze 110 elementów. Idzie mi to jak po serdecznieBeataMoje małe codzienne życia można uczyć się od albo inny zwierzak to dobry towarzysz i antidotum na samotnośćTorebką szydełkową można i tak wymiatać. Rośnie mi kolejna przyjemności muffinki bezglutenowe (z mąki ryżowej), bez laktozy czyli bezmleka (z jogurtem sojowym), bez cukru (ale na słodko), cukier zastąpiłam syropem z agawy, bo ma o wiele niższy indeks glikemiczny. Samo zdrowie, a ile wpisyDlaczego dotyka nas epidemia raka? Czy mozna ustrzec sie przed rakiem? Post w ramach wyzwania u Maknety 1. „Kiler-ów 2-óch” 2. „13 Posterunek”. 3. Job – czyli ostatnia szara komórka – „O! Nowe buty ojcze, zamszowe?” . 4. „Nie zdała pani” 5. „Bunkrów nie ma, ale i tak jest zajebiście.” 6. Skrzydlate świnie – Pan Edziu Reklama7. „Weź dwie…” 8. „My jesteśmy młode wilki…” 9. „To nie są leszcze Stefan…” 10. Poranek Kojota – Szczoteczki do zębów. 11. „A taki był ładny…” 12. „Mają rozmach…” 13. „Cycki se usmaż!” 14. „Gdzie mi z tym szprajem gamoniu!” 15. „Kur*a no nie…” 16. „Co to kur*a jest świerzop?” 17. „Jak jeździsz ty…” 18. „Widzę, że znasz bardzo wpływowych ludzi.” 19. „No właśnie! Kim ty w ogóle kur*a jesteś pajacu?” 20. Killer – „Co pokazałeś?” 21. Poranek Kojota – „Coś wam się chyba w głowach…” 22. Chłopaki nie płaczą – Jeżozwierz. 23. „Pierdolę, nie jadę.” 24. Chłopaki nie płaczą – „Gliny za nami jadą!” 25. Dzień świra – „Weź się tato.” 26. „Lej te cole!” 27. Poranek Kojota – „W czym wam mogę pomóc…” 28. „Dlaczego wyjadasz mi frytki?” 29. „Co lubię w życiu robić…” 30. Poranek Kojota – „Głód emocjonalnego związku.” 31. „Nie twoja sprawa bambo.” Reklama Fakty są dosyć konkretne: prawdopodobnie mamy jedno na ten temat jest oczywiście wiele – niektórzy zakładają, że żyć jest jednak wiele i następują one bezpośrednio po sobie, inni przyjmują, że życie ziemskie jest częścią drogi, a po nim nadejdzie kontynuacja, ale w innej formie. Niemniej brakuje nam niezbitych dowodów na stuprocentowe potwierdzenie któregoś założenia. To kwestia indywidualnych wierzeń. Nie chcę dziś pisać o tym, po której stronie jestem i w co tak właściwie wierzę. Nie chcę, by nas to tutaj podzieliło, nie w tym dziś rzecz 🙂Dopóki nie jesteśmy niczego pewni, wydaje mi się, że najbezpieczniej jest skupiać się na czerpaniu szczerego szczęścia z życia, którym żyjemy. Z codzienności, w której się odnajdujemy. Z ciała, w którym funkcjonujemy. Z umysłu, którym działamy i z oczu, którymi postrzegamy dzisiejszych czasach bardzo łatwo zafiksować się na porównywaniu się do innych. Media społecznościowe i wszechobecne relacje nam to w dużej mierze ułatwiają. W ten sposób zawsze wydaje się, że inni są bardziej uprzywilejowani, bardziej uzdolnieni czy pod jakimś innym względem lepsi. Zapominamy o tym, że być może to nam inni ludzie wielu rzeczy zazdroszczą, lub mamy coś, o czym ktoś szczerze marzy. To błędne koło – aby wykorzystać potencjał własnego życia i umiejętności, które w sobie nosimy, musimy się często skupić na sobie, bo zazdroszcząc komuś np. pięknego głosu, możemy przespać i kompletnie nie rozwinąć własnego talentu aktorskiego. Lub innego skilla, którego po prostu nie zauważamy, podglądając przez cały czas świat dookoła, zamiast uznajemy coś za pewnik, przestajemy to tak naprawdę dostrzegać (patrzymy, ale trochę nie widzimy) i to niebezpiecznie łatwa metoda, by to zniszczyć lub że to dotyczy niemalże wszystkiego – przyjaźni, związków, rodziny, pracy, zdrowia czy właśnie naszych talentów i szczęścia, jakie mamy w życiu. Tylko nie mówcie, że nie macie szczęścia – już sam fakt, że oddychamy teraz bez pomocy aparatury czy to, że stoimy na dwóch nogach j e s t szczęściem (i nie wszyscy je mają). Lista naszych szczęść jest naprawdę pogoni za pieniędzmi, karierą i uwagą wymarzonych ludzi, łatwo zapomnieć o wartości jaką ma nasze życie. Ciągle nam przecież czegoś do pełni szczęścia brak (lepszej fuchy, fajniejszego partnera, większego mieszkania, wakacji na Bali?), a przestając cieszyć się tym, co już otrzymaliśmy, często mocno to zaniedbujemy. Nie wiem jak wy, ale mi wydaje się, że jako gatunek bardzo zabieganych homo sapiens, potrzebujemy czasami przypomnienia, że mamy już wiele rzeczy, za które możemy być wdzięczni. I wiele rzeczy, które warto docenić i o nie zadbać, by móc się nimi cieszyć chciałam podzielić się z wami książkami, które pomogły mi patrzeć na moje życie bardziej przychylnym okiem, lepiej je rozwijać i cieszyć się częściej z tego, jakie jest. Mam nadzieję, że i wam dadzą do myślenia – mogą (choć oczywiście nie muszą) pomóc. 1. Zamień leczenie na jedzenie // Prof. Dr Andreas MichalsenMyślę, że docenianie życia polega w dużej mierze na dbaniu o nie, dziękowanie za to, co zostało nam dane i staraniu się, by to życie było jak najzdrowsze – no bo przecież bo kiedy jesteśmy zdrowi, jesteśmy w stanie czerpać z niego pełnymi garściami oraz pomagać tym, którzy nie mieli tyle szczęścia. Kiedy jesteśmy chorzy, potrzebujemy nieraz pomocy innych i towarzyszy nam poczucie niepewności i bezradności – nie możemy też spełniać swoich i cudzych marzeń tak intensywnie, jakbyśmy mocno w to, że nasze zdrowie jest w dużej mierze w rękach nikogo innego, jak nas samych, ale to, co robimy teraz, odbije się czasami na nas dopiero za kilkadziesiąt lat, więc nie wszystkie konsekwencje widoczne są natychmiast i chyba to sprawia, że tak wielu z nas porzuca zdrowe nawyki, tłumacząc sobie “przecież jestem młoda i zdrowa”.Zawsze myślałam o sobie w ten sposób, wielu z was pewnie też! Miewam co prawda problemy z układem oddechowym czy stany przewlekłego zmęczenia, ale mówiłam sobie “kto nie ma?” i nie słuchałam swojego ciała przez długie lata (sami pewnie wiecie, siedząc w biurze o to szczególnie łatwo).Aż pewnego dnia uderzyło mnie to , ilu moich znajomych zaczyna chorować (a niektórzy z nich są jeszcze MŁODSI ode mnie). U koleżanki wykryto stwardnienie rozsiane, u innej toczeń, u 5 moich koleżanek rozpoznano zmiany przednowotworowe, u 3 nowotwór. U co najmniej 15 ludzi z mojego otoczenia rozpoczęły się poważne problemy z tarczycą. U przyjaciółki poważne zmiany ginekologiczne. Chciałabym czuć się forever young i wierzyć w to, że mnie to nie dotyczy, ale wcinając pizzę i popijając ją colą, coraz trudniej było mi to sobie z nas może to spotkać – nie znamy do końca naszych genów i dobry news jest taki, że możemy wzmacniać organizm, dbać o jego stan i tym samym minimalizować albo chociaż opóźniać starzenie i postępowanie zmian. Możemy pokochać swoje ciało i otoczyć je opieką, by służyło nam jak najdłużej. I wówczas samoistne procesy już tak nas nie przerażają, nie budzą lęku, bo mamy świadomość, że robimy to, co możemy, by chronić narzędzie do życia – nasze ciało. Bo tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z istnienia wielu organów, zanim nie zaczną boleć. A one codziennie pracują jak szalone, żebyśmy mogli prawidłowo funkcjonować. Zasługują na choć małe i ciche “dziękuję”.Zupełnie szczerze – od kiedy sobie to uświadomiłam, zwracam uwagę na to, co jem i bardziej słucham zaleceń lekarzy czy dietetyków, którym ufam. Czuję, że moje życie jest w moich rękach i realnie sprawia mi to radość, pomaga pozostać spokojną (choć jak każdemu, zdarzają mi się momenty niepokoju). Czy warto o siebie dbać? Warto. Ja sobie tłumaczę (kiedy mi się akurat mniej chce), że lepiej samemu, niż pozwolić by kiedyś musiał za nas to zrobić ktoś inny. Odkrywam coraz bardziej, że to może być olbrzymią frajdą i przyjemnością. Myślę, że to dobra inwestycja, która procentuje w też sięgnęłam po książkę dr Anreada. Jej hasło przewodnie to “Mądrze jeść, mądrze pościć, dłużej żyć”. Kto by nie chciał? Jasne, okazuje się, że prawie każdy, ale no właśnie, nie zawsze jesteśmy przystać na wyrzeczenia, których zdrowsze życie wymaga. Książka prezentuje najświeższą wiedzę na temat odkryć dotyczących zdrowego odżywiania się i omawia terapie chorób przewlekłych – również tych cywilizacyjnych, które tak często dotykają i naszych bliskich. Dr Michalsen mówi: “Jedząc to, co dla nas dobre, możemy uwolnić się od wielu dolegliwości, wzmocnić organizm, uaktywnić procesy samonaprawcze i poprawić samopoczucie, a więc i jakość życia”. Rozdziały o poszczeniu ominęłam, bo na razie wydaje mi się, że to zbyt zaawansowana wiedza, na którą nie jestem gotowa, ale z pozostałych chętnie skorzystam, bo od dawna czuję, że pora mocniej o siebie zadbać, żeby w przyszłości nie żałować zaniedbań. Szczególnie, że doktor szczerze zachęca do niestosowania zerojedynkowej metody: albo wszystko albo nic. Małe kroki w kierunku świadomej diety i brania zdrowia we własne ręce też się bardzo liczą. Każdy mały akt nie jest bez nie czynić zbyt dużych spoilerów, podzielę się z wami taką małą garścią ciekawostek z książki:soczewica jest wyjątkowo zdrowa, obniża poziom cukru we krwi, zawiera substancje balastowe i jest prebiotykiem (ucieszyło mnie to bardzo, bo to jedno z moich ulubionych warzyw – soczewica z curry i mleczkiem kokosowym to raj dla podniebienia!)egzotyczne i na ogół bardzo drogie jagody acai czy goi nie są wcale zdrowsze od naszych rodzimych jagód czy borówki amerykańskiej, a często są naszpikowane o wiele większą ilością pestycydów i innych szkodliwych substancjikurkuma ma silne działanie antynowotworowe. Intensywnie sięga się po nią w Indiach – kraju, o ubogiej służbie zdrowia i niskim komforcie życia. Pomimo niedogodności, przeludnienia, ogromnego smogu i często dramatycznych warunków higienicznych, liczne badania sugerują, że hindusi rzadko zapadają na nowotwory własnie dzięki temu, że kurkumina jest stałym elementem ich diety – statycznie każdy spożywa dziennie ok. 2 g kurkumy. Kurkumina (substancja czynna zawarta w kurkumie) chroni przed rakiem jelit, wspomaga lecenie polipów jelitowych, udowodniono też jej pozytywny wpływ na inne choroby układu trawienia, choroby mózgu, reumatyzm i choroby płuc. Żeby zwiększyć jej wchłanialność, najlepiej spożywać ją z dodatkiem owsiance zielone światło! To podobno jedno z najzdrowszych możliwych śniadań. Owiec wpływa na obniżenie poziomu cukru we krwi i zawiera sporo beta glukanów, które w udowodniony sposób łagodzą objawy alergii, kataru siennego oraz chorób autoimmunologicznych. Michalsen doradza posypanie owsianki cynamonem i ozdobienie jej kilkoma orzechami, najlepiej dowiodły badania opublikowane w “British Medical Journal” dotyczące produktów silnie przetworzonych – spożycie nieprzetworzonej żywności jest zdecydowanie zdrowsze. Częstsze spożywanie produktów mocno przetworzonych bezpośrednio wiąże się ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na nowotwór. Zdanie doktora Michalsena jest takie – jeśli nas na to stać, powinniśmy kupować produkty z bardziej ekologicznych upraw. Dodaje też, że nie warto kupować przedrożonych produktów, które będziemy jedli np. raz w miesiącu, bo zbawienny wpływ takich dodatków i suplementów będzie bardzo nikły. Lepiej postawić na bardziej budżetową zdrową żywność, ale sięgać po nią jest moim zdaniem bardzo warta uwagi, bo sporo w niej wskazówek dotyczących rzeczy, które realnie i bez dużych nakładów finansowych jesteśmy w stanie zmienić. I mogą to być małe, bezbolesne ulepszenia. Nie musimy przecież od razu wywracać wszystkiego do góry nogami i przeprowadzać ogromnej rewolucji, zawsze lepiej zrobić coś nawet bardzo małego, niż nic. Organizm każdy gest auto-miłości przyjmie z wdzięcznością (brzmi może jak frazes, ale przyrzekam, że nawet po wprowadzeniu małych modyfikacji codzienności, bardzo to czuję). 2. Potęga niedoskonałości // Thomas NavarroOd czasów, kiedy zainstalowałam Instagrama (ile to już lat temu, kto policzy?), jestem narażona na ciągły atak perfekcjonizmu. Jak z resztą my publikacji nieskazitelnych twarzy, mieszkań bez ani grama kurzu, stuprocentowo poprawnych treningów, relacji podróżniczych rodem z najpiękniejszych katalogów. Wszystko jest równe, symetryczne, błyszczące i czyste. Każdy jest uśmiechnięty i superproduktywny. Każdy odnosi sukcesy i funkcjonuje w przeszczęśliwym związku, w którym nie ma miejsca na kłótnie, są za to tony róż i drogich motywuje – i inspiruje do pracy nad sobą i własnym życiem – ale i frustruje, prawda? Bo ścigamy za czymś niedoścignionym. I czymś co często nie istnieje – fotografuję ludzi, więc wiem jak modelki z Instagrama wyglądają bez makijażu. Równie pięknie, bo są wtedy prawdziwe i naturalne – ale nie mają jednolitej cery czy gigantycznych oczu, o których ich obserwatorki tak marzą i których im zazdroszczą! Bo to byłoby nieludzkie. A jednak wierzymy, że one być może naprawdę je mają i obwiniamy siebie za to, że my nie jesteśmy aż tak idealni (no i nie mamy tych wyłupiastych, wielkich oczu).Związki, które na Instagramie wydają się oazami miłości i polukrowanej czułości, w rzeczywistości nieraz są po prostu pasmem robienia sobie wspólnych selfie, przy których facet często wzdycha i mówi “kur*e, po co to wszystko, wyluzujmy, jestem zmęczony, daj żyć’Spodobały mi się słowa zapowiadające książkę:“W naszych wyobrażeniach wszystko musi być najlepsze. Mamy wysokie oczekiwania i ciągle podwyższamy sobie poprzeczkę. Mówimy z dumą “jestem perfekcjonistą, goniącym za ideałami”. Ale perfekcjonizm to pułapka i tylko z pozoru przynosi korzyści. Zamiast nas uszczęśliwiać, częściej odbiera nam prawdziwą radość z życia”Tomas Navarro, autor tej pozycji, to hiszpański psycholog. Rozpisał się, by podpowiedzieć nam (bazując na swoim ponad dwudziestoletnim doświadczeniu w zawodzie) jak skutecznie urzeczywistniać cele (i że czasami “wykonane jest lepsze niż idealne”), jak ustalać zdrowe priorytety i jak radzić sobie z własnymi niedoskonałościami, jak i niedoskonałościami naszych też poprzednią książkę Tomasa “Kintsugi, jak czerpać siłę z życiowych trudności” – i zupełnie szczerze, miałam chwile zwątpienia, bo to była długa i ciężka lektura. Ta jest lżejsza i czyta się ją przyjemniej. Jest napisana w bardziej przystępnej formie, a zdania są krótsze (może to kwestia innego tłumacza).To wartościowa, dająca do myślenia pozycja. Motywuje, ale też tłumaczy wiele naszych zachowań (sporo się z niej o sobie dowiedziałam, choć to czasami niewygodne, przyznaję, haha).Przytoczę wam dwa fragmenty, które mocno mnie pokrzepiły w trudnym momencie walki z pracą: Opaść z sił to rzecz ludzka. Podobnie jak strach, niepewność czy odczuwanie wątpliwości. Czasami mamy wrażenie, że nie robimy postępów i czujemy blokadę. Myślę, że to dobry moment, by przystanąć i obejrzeć się za siebie. By przyjrzeć się zmianie, jaka w nas zaszła, przyjrzeć się progresowi, który zrobiliśmy. Mniejszy lub większy, ale na pewno zauważalny. Nikt nie ma pojęcia, ile kosztowało to was energii i wysiłku. Nie pozwalajcie więc innym, by was to swojego rodzaju próba przewidywania przyszłości. To coś, co uznajemy za możliwe i chcemy, by się wydarzyło, niezależnie od tego, czy nasze przekonanie jest realistyczne i racjonalne, czy nie. Każdy z nas ma swoje oczekiwania, co więcej, mamy prawo mieć takie oczekiwania, jakie tylko sobie życzymy. Jednak pamiętajmy, że duża wiara w nasze oczekiwania nie oznacza, że samoistnie przerodzą się one w rzeczywistość. Każdemu oczekiwaniu należy nadać “operacyjność”, a więc uczynić z niego zestaw celów i zabrać się do pracy. Tylko wtedy oczekiwania będą miały szansę się ziścić. Pragnienie czegoś bez podejmowania działań jest nic nie warte. 3. Jak uspokoić swoje myśli // Sarah KnightPodtytuł książki dedykuje tę pozycję tym, którzy martwią się na trochę mi, a trochę nie mi – bo czasami martwię się za dwóch, a czasami nie martwię się wcale, choć jednak to fundamentalny fakt – martwienie się potrafi obniżyć jakość życia i sprawia, że nie doceniamy tego, co mamy, bo jesteśmy już myślami przy potencjalnych, hipotetycznych dużej, uproszczonej metaforze – dostajemy od życia talerz ulubionego makaronu, jeszcze jest pełen, a już martwimy się tym, że za chwile będzie pusty. I przez to urok delektowania się i błogiego smakowania znika, bo obawy biorą Knight pisze wiele rzeczy prosto z mostu, bez owijania w bawełnę. Wykłada kawę na ławę, pewnie dlatego zwana jest poradnikowym antyguru – nie tłumaczy wszystkiego w zawiły i bardzo obszerny sposób, jak większość poradników wydanych przez naukowców, psychologów i czyta się szybko i przyjemnie, bo tekst jest bardzo czytelny, podzielony na wiele podrozdziałów, ciekawostek i podpunktów. Sarah tłumaczy jak wziąć życie w swoje ręce i przestać tracić horrendalnie ogromne ilości czasu na niepotrzebne czynności, które bardziej nas dołują i wysysają energię, zamiast pomagać. Momentami zdaje się na nas krzyczeć, ale to dla naszego dobra. Uświadamia ile życia tracimy na snucie czarnych scenariuszy, zamiast po prostu skuteczniej działać, ale też nie zadręczać się stuprocentową powagą i ciągłą presją. Po przeczytaniu tego, co Sarah miała do powiedzenia, poczułam duży zastrzyk motywacji, żeby odłożyć narzekania na bok, docenić swoje umiejętności i je po prostu wykorzystywać. I od 2 tygodni obserwuję, że – choć czas pandemii to duża próba dla postanowienia minimalizacji ilości zmartwień – że martwię się trochę mniej. Mniej mówię, więcej robię. Więc jeśli dorzucimy do lektury trochę samozaparcia, mogą wyjść fajne zaostrzenie apetytu, zostawiam was z dwiema myślami Knight: “Czas jest zasobem ograniczonym od samego początku. Więcej ci go nie wyprodukują. Co oznacza, że w końcu ci go zabraknie i nie zdołasz zrobić wszystkiego – włącznie z popadaniem w histerię i zamartwianiem się tym co ma się wydarzyć lub się wydarzyło. Po co wydawać go więc na te zmartwienia, skoro możemy zainwestować go w działania lub odpoczynek, które w znacznym stopniu poprawią jakość tego czasu, który nam pozostał?” A te porady, tak myślę, mogą przydać się i dziś, w obliczu izolacji lub kwarantanny, którą przechodzimy:Pięć wskazówek jak się uspokoić w obliczu światowego kryzysu:Ogranicz wystawienie na informacje. Dobrze poinformowany obywatel nie musi zbierać informacji przed śniadaniem, przy śniadaniu, na sedesie, na rowerze treningowym, w trakcie pracy, a na dodatek tuż przed zaśnięciem. Jednorazowa sesja informacyjna (lub opcjonalnie dwie krótsze) powinna wystarczyć, żebyś nie wypadł z obiegu, a równocześnie utrzymał ciśnienie na przyzwoitym równowagę. Jeśli nie jesteś w stanie unikać dwudziestoczterogodzinnego cyklu medialnego, w zamian za każdy zły news, zafunduj sobie coś, co ukoi twoje nerwy. Możesz spoglądać na ulubione zdjęcia lub wymyślić inne się w temat. Być może wyda się to sprzeczne z intuicją, ale zagłębienie konkretnego bieżącego wydarzenia, które akurat wywołuje w tobie najmocniejszy oddźwięk, może pomóc w pokonywaniu tych najbardziej paranoicznych coś. Napisanie gniewnego listu – do światowego lidera, lokalnego radnego czy rzeczniczki – może ci naprawdę pomóc. Zostało naukowo dowiedzione, że pisanie pamiętnika pomaga odzyskać spokój, dzięki przelaniu gorących, kłębiących się myśli na dobro. Kiedy sama czuję się bezradna w obliczu stanu świata, darowizna na rzecz dobrej sprawy jest jedną z tych rzeczy, które dają mi człowiek jest inny i każdego z nas motywuje trochę coś innego. Mnie te pozycje skłoniły do przemyślenia wielu kwestii związanych z dbaniem o swoje życie i docenianiem go na co dzień, nie tylko od święta, kiedy nadarza się ku temu okazja, czyli odpowiednio duży sukces. Książki często nie są gotowymi rozwiązaniami, a takim impulsem do własnego, spersonalizowanego działania lub ułożenia nowego na wasze ulubione książki lub propozycje, które odmieniły wasze spojrzenie do doceniania swojej codzienności! 🙂 Koniecznie podzielcie się w komentarzach. zapytał(a) o 19:15 Zycie codzienne Polakow podczas Okupacji. prosze o dosc dlugi i madry opis zycia codziennego podczas II wojny bedzie to madry opis , a odpowiedzi maja byc tylko i wylacznie na temat . prosze szybko dawac odpowiedzi Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2013-04-05 19:41:04 To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź blocked odpowiedział(a) o 16:34: Głębokie zmiany dotyczące codziennego życia mieszkańców, do których trudno się było dostosować przyniosła ze sobą okupacja. Dzieci zostały pozbawione dzieciństwa, młodzież możliwości nauki i zabawy, starsi wszystkiego, na co pracowali całe lata. Najgroźniejsza kara, mianowicie kara śmierci, czyhała na każdym kroku, często tylko za to, że jest się Polakiem. Śmierć, egzekucje, przesiedlenia, krzyk, poniżanie, bicie stały się codziennością, jakby przyjętą zasadą traktowania ludności mieli być tylko siłą roboczą nauczoną liczyć do kilkuset i rozumieć podstawowe zwroty niemieckie. Ludność pozostała na miejscu została zmuszona do pracy na rzecz nowych właścicieli. Obowiązkiem pracy została objęta ludność od 14 do 65 roku życia, ale w praktyce zdarzało się bardzo często, że prace wykonywały również młodsze dzieci.„Wstałam rano niewyspana, obolała, bo jak tu wyspać się na stole. Szliśmy zbierać ziemniaki do „murzynki” (bauerki). Nie zdążyliśmy nic zjeść, z resztą nie było za bardzo co. Na polu przywitał nas krzyk i przekleństwa. Poganiali nas Niemcy do pracy nie pozwalając na chwile wytchnienia. Pod wieczór pozwolili zabrać ze sobą resztę znalezionych na polu ziemniaków. Na następny dzień „murzynka” kazała nam (dzieciom) przynieść każdemu po wiaderku ostrężyn z lasu.” - tak wspomina swą codzienną pracę Joanna też dziwnego, że okupant unieważnił polskie prawodawstwo pracy i rzeczywiście wszystkie umowy o prace zostały unieważnione. Zwolnieniu z pracy nie podlegali tylko zatrudnieni w okresie międzywojennym u volksdeutschów i których oni zameldowali w Arbeitsamcie, jako swoich aktualnych pracowników. Stąd też znalezienie pracy zapewniało w praktyce uniknięcie wywózki na przymusowe roboty w głąb Rzeszy. Każde zatrudnienie było potwierdzane w Kenkarcie, która należało okazywać na każde żądanie polska była eksploatowana pod względem gospodarczym. Miała zapewnić zaopatrzenie Rzeszy w produkty żywnościowe. Od 1940 roku został wprowadzony przymus świadczeń produktów rolnych, czyli tzw. Kontyngentów w zbożu, kartoflach, bydle, trzodzie chlewnej, wełnie, mleku itd. Aniela Jamka wspomina: „W 1943 roku lokalny bauer miał problemy z wywiązaniem się z przymusowych kontyngentów, więc zarządził wczesnym rankiem zbiórkę u nas na placu w górnej Milówce. Poszliśmy wszyscy na borówki na Baranią Górę. Dobrze, że wziołam ze sobą dzierchce, bo szybciej mogłam nazbierać wskazaną ilość. Wcześniej organizowali podobne zbiórki np. chłopców wysyłali na zbiory grzybów lub szyszek do lasu.” Kontyngent wyznaczono także na drewno z lasu, którego na Żywiecczyźnie nie furmani znaleźli prace przy zwózce drewna. Zachował się system płac dla pracowników leśnych. I tak dla:-zaprzęgu jednokonnego stawka dzienna ( 10 godz. pracy) – 13 RM,-zaprzęgu dwukonnego stawka dzienna( 10 godz. pracy ) - 20 RM-stawki pół dzienne odpowiednio 7,5 RM i 13 RM-dla pomocników stawki dzienne były obniżone o tym miejscu należy dodać, że cena bochenka chleba wahała się od 2 RM do 5 RM i więcej na przełomie lat 1940 – wspomina Rozalii Płoskonka: „Duża część nasych chłopów znalazła prace w lesie, jako furmani. Jak się im udało tam dostać, to mieli dobrze a czasem tez przywozili jesce cosik drzewa na opał.” Na Żywiecczyźnie podczas okupacji prowadzono na szeroka skalę dewastacyjny rabunek bogactwa naturalnych. W szczególności przedmiotem rabunkowej gospodarki okupanta stał się drzewostan. Masowe wyręby zniszczyły wartości klimatyczne, krajobrazowe i ekonomiczne utrzymania według L. Landaua były jesienią 1941 r. mniej więcej dziesięć razy wyższe niż w okresie przedwojennym. Prawie tak samo wzrosły koszty utrzymania osób o różnym poziomie zamożności. ratowano się zmieniając swój jakże skromny jadłospis, wykluczając po kolei wraz w biegiem okupacji kolejne produkty. „ anie” artykuły jak mąka czy kasza zdrożały najbardziej. Podstawą odżywiania stały się ziemniaki lub prażuchy z grubo zmielonego ziarna. Nic więc dziwnego, że nastała powszechna bieda, co znajduje miejsce we wspomnieniach, jak również w kronikach kościelnych . W Kronice Rzymsko – Katolickiego Kościoła św. Floriana w Żywcu - Zabłociu pod datą 17 marca 1940 roku czytamy: „Powszechna bieda u nas. Żywność wydaję się za kartkami. Polacy są pod tym względem upośledzeni w stosunku do Niemców i do Volksdeutschów. Dlatego ogłosiliśmy wiernym z ambony, że nie będziemy święcić w tym roku po domach darów Bożych wielkanocnych: jajek i baranka wielkanocnego, ale je poświęcimy w Kościele tym, którzy je do Kościoła przyniosą”.Jednak ludzie radzili sobie w tej sytuacji. Matki wykorzystywały różne sposoby, żeby tylko zdobyć trochę pożywienia dla swoich dzieci. Jedno z nich wspomina: „Udało się nam zakamuflować młynek żarnowy, na którym mama po nocy mieliła ukradkiem zdobyte zboże. Wszyscy mieli obowiązek już wcześnie oddać wszystkie żarna w ręce okupanta. Mama sprytnie umieściła go w stodole w otworze w ziemi, także pod warstwa słomy nie było go widać. Zdobyte zboże pochodziło z resztek po żniwach na polach gdzie po pracy mama chodził i zbierała po ziarnku do tobołka.”Zdobycie pożywienia lub dostarczenie go na wskazane miejsce stawało się nieraz nie lada wyczynem. Franciszka Pytlarz związana z ruchem oporu podczas akcji dostarczania żywności została zatrzymana przez Niemców. Zdarzenie to tak wspomina: „ W Milówce, idąc do stacji z pewną osobą, która pomagała mi nieść paczki, zostałam zatrzymana przez Niemców. Jakoś przy Bożej pomocy, znów wyszłam cało z tej opresji; nie było światła elektrycznego, a Niemcom zgasła lampa z braku nafty. Zamknęli mnie w jednym pokoju, a sami poszli do drugiego budynku po naftę. Ja szybko wyciągnęłam z plecaka ciepłe rzeczy i pochowałam pod sukienkę i gdzie tylko mogłam, a w plecaku zostawiłam cukier, mąkę, masło, wędliny i różne jeszcze produkty żywnościowe. Szwaby przyszły, zaczęły mnie przesłuchiwać, krzyczeć na mnie po niemiecku, a ja spokojnie odpowiadałam , że nic nie rozumiem, jestem Polką. Jeszcze bardziej krzyczeli, zerwali plecak, zaczęli wypakowywać żywność, otwarli drzwi, a jeden krzyknął po niemiecku (co zrozumiałam) „ wynoś się”. Ja się rozpłakałam i mówię, że tego nie ukradłam, że kupiłam, bo jesteśmy głodni. Obaj poszli do drugiego pokoju, a ja w jednej sekundzie załadowałam wszystko do plecaka i wypadłam jak szalona na ulice. Była mroźna noc dnia 5 lutego. To biegłam, to przystawałam nasłuchując czy ktoś za mną nie idzie, że może będą mnie śledzić”.Wymyślano różne sposoby, by zdobyć więcej jedzenia, które potrzebne było, by przeżyć. Wszystko produkty dostawało się na kartki. Odbierano je w sklepie, w którym kupowało się za nie produkty. Następnie kartki trafiały do gminy, gdzie wędrowały do archiwum. Procederem wykradania i powtórnego wprowadzania je w obieg zajmował się Henryk Pochanke z Gilowic. On to przez wtajemniczonych ludzi rozdawał je biednym, a także zakupione towary dostarczane były więźniom i partyzantom. Karty dla Polaków obejmowały głodowe racje, co w szczególności odczuwali mieszkańcy Żywca, jednego z dwóch miast w regionie. Wprowadzono również karty na odzież i obuwie. Karty dla Polaków oznaczone były literą P. Karty na obuwie wydawano w urzędzie Landrata, co roku na pisemną prośbę petenta. Obuwie to było zazwyczaj robocze o drewnianej lub gumowej podeszwie. Na kartę odzieżową obejmującą zaledwie 60 punktów można było otrzymać jedną licha sukienkę i około 10 m kretonu lub flaneli. Natomiast dla ludności niemieckiej na ich „Reichskleiderkarten” można było dostać 150 produktów, w których znalazły się przydziały na materiały wełniane, na suknie i płaszcze oraz komplety bielizny męskiej i damskiej, pończochy, skarpetki, ręczniki i bieliznę pościelowa, Również na produkty przemysłowe do gospodarstwa domowego przewidziano karty - „Haushalts-Pass”.A oto racje żywnościowe na okres jednego miesiąca, jakie mogli wykupić na kartki Polacy (miesięczny przydział na jedną osobę):Chleb – 6 kg ( na osobę),Mąka – 1 kg,Cukier – 0,5 kg,Marmolada – 0,32 kg,Tłuszcz (margaryna) – 0,20 kg,Mięso – 0,40 kg,Kasza – kg,Mleko odciągane – 1 litr co drugi dzień,Mleko pełne dla dzieci – 0,25 litra codzienniePonadto przydzielano także dla rodzin 300 kg węgla na osobę w rodzinie i mieszkańcom miast po 250 kilogramów ziemniaków na każdą osobę. Dla pracujących Polaków przydziały były o połowę wyższe. Niemcy natomiast otrzymywali przydziały dwukrotnie wyższe i mieli znacznie większy asortyment towarów do nabycia . Były to stawki głodowe więc za wszelką cenę starano się zdobyć pracę, która poprawiała położenie a zarazem gwarantowała większe przydziały ostry zakaz wszelkiego uboju. Ludzi jednak ryzykowali i potajemnie zabijali świnie, za co groziła kara śmierci. Mielenie zboża zostało urzędowo zabronione. Nie wszyscy jednak oddawali młynki. Mielono w najwyższej tajemnicy i zwykle podczas mielenia uruchamiano sieczkarnię lub rznięto drzewo na opał, aby zagłuszyć szum młynka. Radzono sobie też w inny sposób, mianowicie po kryjomu w fabrykach wytwarzano urządzenie w kształcie maszynki do mięsa i na tym mielono zboże. Ludność została też przymuszona do oddawania ziemniaków. W tym celu Niemcy powołali tzw. Mężów Zaufania, którzy wykonywali spis domów zaznaczając na nim ile ma być ziemniaków przeznaczonych do oddania. Ziemniaki te były czasem jedynym źródłem białka pozwalającym przeżyć mieszkańcom Żywiecczyzny. Ludzie chowali krowy, świnie, kury w lasach by zapewnić sobie choć od świętą odrobinę mleka, jaj i mięsa. Kawę zastąpiła kawa zbożowa, herbatę jak wspomina Joanna Rypień: „zastąpiła herbata z torek (owoc dzikiej róży) i liści malin. W lecie las dostarczał grzybów, borówek i jeżyn. Przy czym często młodzież z Hitlerjugend zabierała nam nasze zbiory”. Przygotowania do świąt gospodynie zaczynały znacznie wcześniej niż przed wojna. Wynikało to z faktu, że starania o zdobycie wielu produktów, trzeba było rozpocząć kilka tygodni przed świętami. Na stole było trochę cukru, mąki pszennej, margaryn, marmolady, chleba, czasem trochę kiełbasy lub innego kawałka mięsa. Krowa lub koza była największym szczęściem dla rodzin a mleko od nich smakowały znacznie bardziej niż też dziwnego, że zaczął się rozwijać handel pokątny, z którym Niemcy zaciekle walczyli. Po produkty spożywcze mieszkańcy Żywca jeździli na wieś, a ci drudzy w odwrotnym kierunku po towary przemysłowe. Policja i władze niemieckie były przekupne, dlatego niejeden z handlujących unikał nieprzyjemności, wręczając łapówkę. Ceny na czarnym rynku przewyższały wielokrotnie te Dobrym miejscem do handlu okazało się miejsce pracy. Stwarzało one warunki do nielegalnych transakcji , których głównym przedmiotem były artykuły żywnościowe i tytoń. Do szmuglowania mięsa z nielegalnego uboju używano baniek na mleko, które Niemcy nie kontrolowali. Jajka przemycano miedzy ugotowanymi ziemniakami w garnkach. Taki garnek dzieci w potrze obiadowej zanosiły do miejsca pracy rodziców. Wiele środków żywnościowych przewozili furmani dostarczający mleko do miast. Wykorzystywali do tego wklęsłość dna dużych baniek i innych skrytek urządzonych w wozie. Żywność do miast dostarczali także pracownicy leśni, którzy transportowali drewno do tartaków. Masło, sery i inne produkty umieszczali oni w pniach drzew bądź też w sporządzonych w nich zagłębieniach. Na wieś po produkty jeździły samotne kobiety i matki wielodzietnych rodzin. Omijały one ze względów ostrożności zabudowania bauerów i za bieliznę męska damską lub dziecięcą garderobę zdobywały żywność. Przemycały ją często dla osób, które samy z różnych względów nie mogły zdobyć dodatkowego pożywienia. Kościół i osoby prywatne wciągnięte były w prace konspiracyjne bądź też w odruchu serca organizowały pomoc. Na terenie miast Żywca pomoc organizował ks. Józef Zabrzeski, wykorzystując swoje przedwojenne znajomości z rodzinami które przyjęły Volkslistę i którym udzielanie pomocy nie przynosiło uszczerbku. Zdobytą żywność rozprowadzał przy udziale księży Tadeusza Jajki i Stanisława handel i ukrywanie towarów powodowały automatycznie braki w zaplanowanych kontyngentach. O sytuacji na ziemiach polskich donosi do Berlina szef Sztabu Dowództwa Okręgu Wojskowego gen. mjr Haseloff w meldunku z dnia 3 VII 1943 roku: „(...) dostawy kontyngentów należy uznać za poważnie zagrożoną. W celu zapewnienia dostaw żywności konieczne jest natychmiastowe, silniejsze obsadzanie punktów oparcia”.Trudne było położenie robotników polskich. Pracowali oni za niższe stawki niż ich niemieccy współtowarzysze pracy. Nie mogli przy tym sprawować kierowniczych stanowisk. Robotników pozbawiono zasiłku rodzinnego i prawa do urlopu. Obostrzenia dotknęły także inne sfery życia ludzkiego np. związki małżeńskie mogły zawierać kobiety w wieku od 25 lat a mężczyźni od 28 lat Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub

teksty które odmieniły życie codzienne polaków