WITAJ W GIRLS MONEY CLUB! Nazywam się Dorota Sierakowska. Jestem analityczką, inwestorką, seryjną przedsiębiorczynią i zapaloną podróżniczką. Uczę dziewczyny skutecznie i ambitnie zarządzać pieniędzmi – aby każda z nas mogła czuć się bezpiecznie, żyć w zgodzie ze sobą oraz kroczyć jak najszybszą drogą do wolności finansowej! Zacznij tutaj WYBIERZ SWOJĄ ŚCIEŻKĘ Jak naprawić relacje w małżeństwie? Jaka powinna być małżeńska rozmowa, żeby obyło się bez kłótni i nieporozumień? Jak uniknąć "drugiego dna" i budować jasne komunikaty, dzięki którym zweryfikujecie, czy wasze intencje są wspólne? Co jest najważniejsze w pozytywnej komunikacji między małżonkami i do czego warto dążyć Ainsworth M.D.S., Bowlby J. (1991), An Ethological Approach to Personality Development. American Psychologist, 46, 331–341. Argyle M. (2002), Psychologia stosunków Mieczyslaw Plopa. Wydaw. ElblÄ… skiej Uczelni Humanistyczno-Ekonomicznej. Bullying at work, personality and subjective well-being. Funkcjonowanie społeczno-emocjonalne młodzieży a percepcja postaw matek i ojców. Więzi małżeńskie i rodzinne w perspektywie teorii przywiązania. W: I. Janicka, H. Liberska (red.) W: B. Tryjarska (red.), Bliskość w rodzinie. Więzi w dzieciństwie a zaburzenia w dorosłości, 123–146. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar. Chrząstowski S., Zagdańska M. (2008), Porównanie nasilenia bliskości i intruzyjności w ocenie matek synów leczących się z powodu schizofrenii lub uzależnienia od narkotyków. U nas pieniadze SA wspolne (w tym sensie, ze jak TZ nie ma na skarpetki ;), to mu dam ze swojego konta), ale czulabym dyskomfort, gdybysmy mieli wspolne konto. . Ja i mój rozwój , Praktycznie 8 czerwca 2016 Dane z badań prowadzonych w ostatnich dwóch dekadach nie pozostawiają wątpliwości: kontakt z pieniądzem zmienia nas, nasze zachowanie, emocje i relacje z ludźmi. Co ciekawe, nie musi to być pieniądz przez nas posiadany ani realny, by kontakt z nim wywołał konsekwencje. Wystarczy rysunek banknotu na plakacie lub na wygaszaczu komputera, pieniądz – papierowa zabawka z gry Monopoly albo nadruk dolara na T-shircie, a już zaczynamy działać inaczej. Taka jest potęga skojarzeń wywoływanych przez tak się dzieje? Amerykańska badaczka Kathlyn Vohs zakłada, że pieniądz aktywizuje w nas orientację samowystarczalną. Jej badania dowiodły, że osoby badane, u których w sposób nieświadomy wzbudzono myślenie o pieniądzach, wolały pracować i odpoczywać w pojedynkę, były bardziej wytrwałe, zachowywały większy dystans fizyczny do innych ludzi, mniej chętnie pomagały i prosiły o pomoc. Nie musiały – mogły sobie tę pomoc Pieniądz zmienia relacje między ludźmi: w miejsce relacji wspólnotowych – jakie łączą przyjaciół bądź małżonków i obligują do wzajemnej pomocy bez liczenia, kto ile dał – pojawiają się relacje wymian, typowe dla partnerów biznesowych, o których dobro nie troszczymy się, i którym pomagamy tylko, o ile się nam to opłaca. Według dr. Wiesława Baryły z Uniwersytetu SWPS w Sopocie pieni... Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów. Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę. Zobacz więcej Przejdź do zawartości Start – blogBiuletynLEKCJE MIŁOŚCIWarsztatyPsycholog onlineSalon VIPKontakt Konflikty w małżeństwie o pieniądze Konflikty w małżeństwie o pieniądze Zdarza się, że problemy małżeńskie przejawiają się w odmiennym spojrzeniu na sprawy finansowe. Wtedy pieniądze stają się poważną przyczyną niezgody, czasami szantażu i nawet rozstania! Związek, w którym małżonkowie kłócą się „o pieniądze”, ma prawdopodobnie jeszcze inne, ukryte przyczyny sporu. Same pieniądze są wtedy zewnętrznym przejawem takiego nierozwiązanego konfliktu. Mogą stać się dyżurnym, zastępczym tematem, na który zawsze można się pokłócić, unikając zasadniczego źródła problemu. Warto więc przyjrzeć się, kiedy pokłócisz się z partnerem o pieniądze, jaki jest faktyczny powód sprzeczki. Bo może problem tak naprawdę dotyczy tego, że partner inwestuje w siebie, a Ty masz poczucie, że zaniedbuje Ciebie, poświęca Ci mniej uwagi, mniej Tobie kupujecie? Powodów może być mnóstwo. Bywa tak, że to jednak nie ukryte żale, a same finanse są głównym problemem rozbieżności. Dlatego zadbaj o to, aby omawiać na bieżąco gospodarowanie pieniędzmi przez każdego z Was, wyznaczyć wspólną pulę, zaplanować inwestycje, jak też wydatki na Wasze przyjemności. Wasze ustalenia niech czasami, swobodnie ulegają modyfikacjom! … I koniecznie za obopólną zgodą Tomasz Spodobał Ci się artykuł? Podaruj go znajomym - niech Miłość się rozprzestrzenia :) Psycholog i terapeuta par. Od nastolatka interesuje się metodami doskonalenia umysłu, samorozwojem i duchowością. Żyje z pasją robiąc to, co lubi - prowadzi szkolenia z zakresu rozwoju osobistego, ćwiczy jogę i wędruje po górach. W szczęśliwym małżeństwie z Joanną Stelmach :) Podobne wpisy Page load link Jak podjąć decyzję o rozwodzie? Czasem stoimy o krok od rozstania z partnerem i nie wiemy, w którą pójść stronę. W jaki sposób rozpoznać, czy nasz związek ma w ogóle przyszłość? Zapytałyśmy o to Marcjannę Dębską, adwokatkę i mediatorkę rozwodową. Kryzys w małżeństwie - najczęstsze powodyPo czym rozpoznać, czy związek warto ratować?MARCJANNA DĘBSKA: Niewiele jest związków, których nie warto ratować. Natomiast zdarza się, że na ratunek jest zbyt późno. Bo partnerzy już się nie słyszą, nie potrafią zrobić kroku wstecz i z dystansem spojrzeć na problem, który zapoczątkował spiralę oskarżeń. Czasem związku nie da się uzdrowić wcale nie dlatego, że nie było warto albo nie ma w nim potencjału, tylko przegapiliśmy ten właściwy w poprzednim roku wniesiono rekordową ilość wniosków rozwodowych. Przeżywamy kryzys i od razu myślimy, że to koniec małżeństwa?Myślenie o rozstaniu jest jedną z najłatwiejszych ścieżek. Prawie każdemu z nas to zdarza. Ale od myśli do złożenia wniosku rozwodowego jest długa droga. Trzeba zadać sobie trud, napisać pozew, przygotować się na trzy, cztery lata rozpraw sądowych - tyle to trwa, przynajmniej w Warszawie i innych dużych miastach. Powiedziałabym: na szczęście nie jest to proste. Ale z pewnością mierzymy się z dużym wzrostem kryzysów w jakiego powodu kryzysy dziś wynikają najczęściej?Myślę, że ich przyczyna jest zawsze taka sama. Przestajemy czuć się ważni. Na rozprawach rozwodowych sędzia pyta: czy pani kocha męża, czy pan kocha żonę? Kiedy słucham odpowiedzi "wypaliło się między nami", "uczucie zanikło", zastanawiam się, co to właściwe znaczy. Warto to pytanie przeformułować: kiedy pan czy pani przestaliście się czuć ważni dla partnera? To jest prawdziwa przyczyna rozpadu więzi. Nawet, gdy mówimy, że nasz związek rozpada się z powodu zdrady, to przecież ona jest tylko konsekwencją, gorzką wisienką na torcie erozji naszej relacji. Ktoś wcześniej przestał się czuć szanowany, pożądany. Stąd się bierze szukanie aprobaty w social mediach, uciekanie w pracę, nawiązywanie kontaktów poza związkiem. Choć z mojej perspektywy jako mediatorki i adwokatki wynika, że powodem kryzysu bywają też nierealistyczne, niemożliwe do spełnienia oczekiwania, aby "być dla niego (czy dla niej) całym światem". Spotykam w moim gabinecie na przykład kobiety rozczarowane, że partner nie spełnił całego spectrum ich pragnień - nie był mężem, kochankiem i jeszcze najlepszą przyjaciółką. A to jest zwyczajnie niemożliwe. Prawo gwarantuje nam równość, ale nie jesteśmy tacy sami. Przykładowo, badania mówią, że kobiety są w stanie wypowiadać i przyjmować 23 tysiące słów dziennie, ale mężczyźni – 7 tysięcy. Może w tej zwykłej biologicznej zależności kryje się słynne "on mnie nie słucha"? Oczywiście, że nie słucha, bo limit 7 tysięcy słów wyczerpał się jeszcze przed obiadem. Z powodu tego niezrozumienia pojawia się frustracja, nawarstwiają pretensje. Aż w końcu już nie mamy sił ani się kłócić, ani godzić. Rozwód czy zgoda? Jak się pogodzić i dojść do porozumienia?Co to właściwie znaczy - pogodzić się?Wziąć odpowiedzialność za to, co się dzieje w związku. To jest pierwsza, najważniejsza zasada. Dopóki jesteśmy w stanie zobaczyć swój wpływ na to się miedzy nami wydarzyło – możemy się pogodzić. Obserwowałam niedawno sytuację: małżeństwo w kryzysie od dwóch lat. Jedno ignoruje wszelkie sygnały, nie chce rozmawiać, zachowuje bierność, nawet prowokuje konflikty, aż dochodzi do zdrady. A wtedy – ja jestem ofiarą, ona jest winna! To prawda, ale ty unikałeś odpowiedzialności za wasz związek, nie współpracowałeś, przeciągałeś linę, więc jesteś współodpowiedzialny za stan, który do zdrady przestać szukać winnego?Jest różnica między winą a odpowiedzialnością. Wina jest pojęciem prawnym. Czasem to w sądzie wykazujemy, kto zawinił i wystąpił przeciw obowiązkom małżeńskim: zdradził, nie wspierał, był nieobecny. Ale w związku jest inaczej. Choć nie jest moją winą, że mój małżonek mnie zdradził, za kondycję naszej relacji ponosimy odpowiedzialność obydwoje. Jeśli to rozumiemy, zmienia się nasze nastawienie. Przestajemy czego zacząć, jeśli chcemy się pogodzić?Najpierw zadajmy sobie samej pytania: czy ja chcę być w tej relacji? Czy pamiętam, że jestem tu, żeby się przyczyniać do dobra tego związku? Jaki jest mój wkład? Co chcę dostać, ale i co chcę dać? Nie jest to łatwe, ale bez tego błądzimy po omacku i wkręcamy się w obwinianie, w te wszystkie "bo ty zawsze...", "ty nigdy...", "a ty to co?".Drugą ważną zasadą godzenia się jest mówienie w pierwszej osobie. Czuję się opuszczona, martwię się, jest mi smutno, gdy to słyszę, czuję się nieważna. Mówię o sobie, nie atakuję. A kiedy nie atakuję, druga strona nie musi się bronić. To umożliwia żeby się pogodzić, trzeba zrezygnować z monopolu na posiadanie racji w związku. Jesteśmy różni, mamy prawo czuć inaczej. Jeśli się nam wydaje, że nasza racja jest lepsza, a problem polega na tym, że partner nie chce się nas słuchać, jesteśmy w ślepej uliczce. Małżeństwo to umowa. Tak ważna, że dostała oddzielny kodeks. W tej umowie jest napisane, że małżonkowie mają równe prawa i obowiązki. Że są zobowiązani według swoich sił zaspokajać emocjonalne i materialne potrzeby rodziny, udzielać wsparcia partnerowi. Mamy prawo do szacunku, zaufania, lojalności, wyrozumiałości. Każde z nas tak samo. Często mam poczucie, że jesteśmy dziś zupełnie nieprzygotowani do małżeństwa. Wkładamy energię w organizowanie ślubu, rozprawiamy ilu gości zaprosić, a czy ktokolwiek rozmawia o tym, na czym polega samo małżeństwo? Podam przykład. Małżonkowie maja równe prawa i obowiązki. Czy to znaczy, że takie same? Sądzimy, że tak. Przychodzi do mnie para: on pracuje zawodowo, ona zajmuje się domem i dziećmi. I nie ma świadomości, że jej osobiste starania o rodzinę i wychowanie dzieci są w kodeksie rodzinnym zapisane jako równe zarobkowym staraniom jej partnera. Równe - znaczy równoważne, a nie takie same. Ona pracuje w domu i przyczynia się do dobrostanu rodziny, z czego czerpią wszyscy jej członkowie. Mąż pracując poza domem zapewnia środki na utrzymanie, a jego wynagrodzenie jest dobrem wspólnym. Gdyby małżonkowie mieli tę świadomość, otaczaliby się większym wygooglować kodeks rodzinny i czytać?Zachęcam do tego, szczególnie w bezsenne noce! A jeszcze bardziej do realnego podejścia do związku, rozmawiania na pozornie nieromantyczne tematy. Czy moja rodzina jest zabezpieczona na wypadek śmierci mojej lub partnera? Czy jeśli stawiamy dom na działce, którą partner dostał w spadku, to będę miała prawo do połowy? Musimy wiedzieć, na co możemy liczyć, a na co nie. Czasem dopiero w moim gabinecie okazuje się, że niektórych klientów po prostu nie stać na rozwód. Bo zostaną z niczym, liczyli na pieniądze, które w ogóle im się nie należą. Nie wiedzą, jakie mają prawa, nie rozumieją konsekwencji finansowych małżeństwa. Czy to jest romantyczne, żyć wiele lat z zamkniętymi oczami?Jak podjąć decyzję o rozwodzie?Czasem stoimy o krok od rozwodu i nie wiemy, czy go wykonać. Są takie związki, których nie warto ratować?Są, oczywiście. W zdrowej relacji, nawet jeśli jest kryzys, po namyśle dostrzegamy, że my się w niej rozwijamy, partner wydobywa z nas coś dobrego. Inaczej jest jeśli dobraliśmy się deficytami: ktoś skłonny do przemocy z osobą z wysoką tolerancją na przemoc. Albo ktoś uzależniony ze współuzależnionym. Pierwszym krokiem powinna być wtedy terapia. Prowadzi do zmiany wzorca, który nosimy w głowie, ale sprawia też, że dociera do nas cała toksyczność relacji, w której jesteśmy. Wtedy sami chcemy ją też związki, w które rozstanie jest jakby wpisane. Mam na myśli takie, w których problemy partnerów doprowadzają do zaburzenia ról w relacji. Na przykład kobieta wchodzi w rolę matki i przejmuje kontrolę nad partnerem. Przychodzi do mnie wielu mężczyzn, którzy mówią: czuję się jakbym był kolejnym dzieckiem w rodzinie. Nie mogę już tego znieść. Ciągle słyszą: a kiedy wrócisz z pracy? Dlaczego się spóźniłeś? Czy wziąłeś kanapkę? A dlaczego nie zjadłeś? Życie seksualne takiej pary zamiera. Mężczyzna, który wszedł w rolę syna najpierw się buntuje – musi, bo taka jest właściwość nastolatka. A potem odchodzi – bo rolą syna jest wyjść z domu w świat. Taki związek może uratować tylko wcześnie podjęta terapia obydwojga przypadku zdrady rozwód nie jest właściwym wyjściem?Każda zdrada niszczy zaufanie, ale nie każda powinna prowadzić do rozwodu. Jednorazowa zdrada jest często aktem rozpaczy, desperacji, krzykiem: zobacz mnie jestem ważna(y), mam swoje potrzeby, nie mogę z nich ciągle rezygnować. To jest raczej czerwona kartka, a nie przekreślenie relacji. Co innego, kiedy ktoś prowadzi podwójne życie, przez lata ma innego partnera czy partnerkę w równoległym związku. Ale jeśli miałabym powiedzieć kiedy rozwód jest dobrym wyjściem, to wtedy, gdy nasze potrzeby są w związku pomijane i niezaspokojone. Jeżeli związek nie daje nam żadnej satysfakcji, próby ratowania zawiodły - rozstanie staje się drogą do lepszego. Wiele par zostaje ze sobą ze względu na dzieci. Ale czy dobrym rozwiązaniem jest by dorastały obserwując rodziców w konflikcie i niechęci? Czasem trzeba się właśnie rozwieść dla dzieci, żeby im pokazać, że życie bywa trudne, ale potrafię podejmować decyzje, mierzyć się z trudnościami. To prawda, że rozwód może być dla nich traumą, ale okresową. A czy jest dobrze dorastać z wzorcem, że dom to miejsce, w którym ludzie się nie lubią? Swoich klientów zawsze zachęcam do tej refleksji. „Proszę, wracaj do domu" - powiedział, kończąc łzawą rozmowę, którą odbyliśmy podczas pierwszego tygodnia po moim mu, że to nie będzie takie łatwe, bo sprzedaliśmy nasze mieszkanie, sądząc, że zostaniemy w Azji przez trzy lata."Wracaj. Proszę"- tygodnie później, gdy straciłam już wszelką nadzieję na ocalenie naszego małżeństwa, stałam pochylona przy ladzie Singapur Airlines, tak jak wszyscy inni wokół mnie, zmierzający dokądś w jakimś celu lub wyjeżdżający od kogoś. Miałam problem ze skupieniem się na tym, co się działo. W jednej ręce trzymałam dwa paszporty, a w drugiej plik banknotów, wyciągniętych z zasobnego portfela. Postękując, wepchnęłam je do kieszeni, wzięłam mojego syna na ręce i stanęłam przed mężem. Przytulić się? Pocałować? Nasze ciała jakoś nie potrafiły wyrazić: żegnaj. Wymamrotałam, że zadzwonię z San Francisco, gdy dotrę do domu mojej przyjaciółki Sue, i ruszyłam w dół do przejścia prowadzącego do samolotu, ciągnąc za sobą swoje zdezorientowane było piętnaście studolarowych banknotów. Właśnie rozsypało się moje małżeństwo, straciłam dom i miałam tysiąc pięćset to książka o pieniądzach, nie będę się zbytnio zagłębiać w część o rozpadzie małżeństwa. Powiem tylko, że pieniądze nie były moim głównym zmartwieniem, gdy przelatywałam trzydzieści pięć tysięcy stóp nad Guam, w samolocie zmierzającym do Stanów. Ale pomijając kwestię zawodu miłosnego, naprawdę miałam o czym myśleć: moim towarzyszem był czterolatek, byłam bezrobotna, nie miałam żadnego miejsca, które mogłabym nazwać domem, a każdy drobiazg, jaki posiadałam, znajdował się w zapieczętowanym kontenerze na ogromnym statku towarowym płynącym do Azji przez Kanał pamiętam, zawsze tkwił we mnie jakiś chroniczny niepokój, że właśnie coś podobnego może się wydarzyć. Że utracę oparcie finansowe i skończę, szukając noclegowni dla bezdomnych i pchając przed sobą po ulicy wózek na zakupy. W gruncie rzeczy, to nie był racjonalny lęk. Urodziłam się bowiem w dość zamożnej rodzinie, jako dziewczyna z wszelkimi przywilejami, doświadczeniami i możliwościami, które ci się należą, jeśli należysz do Klubu Państwa Dobrze Zarabiających - tak więc szansę na to, że nie wypadnę z górnych czy dolnych granic tej grupy społeczeństwa były spore (no i jeszcze to, że w chwilach rozsądku wiedziałam, że mój były mąż nie był złym mężczyzną, tylko po prostu był nieszczęśliwy w małżeństwie i że nie pozwoliłby na to, byśmy ja i jego syn poszli z torbami). Ale ta świadomość nie powstrzymywała we mnie uczucia niepokoju, że pewnego dnia, bez ostrzeżenia, mogę nagle utracić to poczucie bezpieczeństwa w moim przyjemnym życiu i - nawet jeśli nie oznaczałoby to popadnięcia w ubóstwo -jakość mojego życia tak spadnie, że nie będę w stanie tego znieść. Te natrętne lęki dręczyły mnie przez lata ekonomicznej niezależności i budziły regularnie o godzinie 4:00 rano, przybierały postać żalu z powodu niepotrzebnego impulsywnego zakupu, który z pewnością był pierwszym krokiem na stromej ścieżce prowadzącej do całkowitej tak, pewnego dnia, całkiem niespodziewanie, moje najgorsze lęki stały się rzeczywistością. Bez żadnego ostrzeżenia rozpadło się moje małżeństwo, a wraz z nim utraciłam poczucie finansowego bezpieczeństwa. A przecież zdałam się w kwestiach ekonomicznych na mojego męża (i bynajmniej się nie opierałam).Teraz on i wszystkie nasze aktywa oddalały się z prędkością pięciuset mil na godzinę. Ta jedna sprawa była dla mnie jasna: nie odbuduję już naszego oto kwestia, która nie była już tak jasna: z czego będę żyła?....Dawno temu, i nie w pełni świadomie, Liz Perle zawarła z pieniędzmi cichą umowę: postanowiła, że zrobi wszystko, co trzeba, by je zdobyć – będzie ciężko pracować i dobrze wyjdzie za mąż – ale w zamian nie będzie musiała zbyt wiele o nich myśleć. W czasach, gdy była jeszcze dziewczynką, temat pieniędzy był pomijany milczeniem, niczym coś, co skrywa się w cieniu. Umniejszano ich znaczenie, a rozmowy na ich temat uważano za niestosowne. Jednak w ostatecznym rozrachunku Liz Perle musiała zapłacić wysoką cenę za takie celowe odsuwanie od siebie tych spraw. Niespodziewanie jej losy odwróciły się, i została bez domu, bez pracy, ze swoim czteroletnim synkiem i pudłem pełnym zabawek. Uświadomiła sobie, że nie stać ją już na to, by nie przyjrzeć się dokładnie własnemu niejasnemu i przesiąkniętemu niepokojem podejściu do pieniędzy. Gdy Perle uporządkowała swoje życie osobiste i zawodowe, odkryła, że niemal wszystkie kobiety, które zna, podzielają jej ambiwalentne uczucia związane z pieniędzmi. Pieniądze mają wpływ na ich związki z rodzicami, kochankami, mężami, dziećmi, przyjaciółmi, współpracownikami oraz z całym otoczeniem. Wiele kobiet zaakceptowało też nieskuteczny kodeks dyskrecji, za który przyszło im zapłacić wysoką cenę w postaci niższych pensji oraz utraty niezależności i wielu możliwości. W książce Kobieta i Pieniądze Liz Perle próbuje przełamać ten mur milczenia, dodając swoją własną historię do anegdot i spostrzeżeń psychologów, badaczy i ponad dwustu „zwykłych kobiet”. Okazało się, że gdy tematem rozmowy są pieniądze, większość kobiet potrzebuje pozwolenia, by móc o tym mówić. Perle odkryła, że gdy opowiadała innym kobietom o własnych lękach i uczuciach, one również zaczynały mówić o swoich problemach. Efektem tych doświadczeń jest wnikliwe i bezkompromisowe spojrzenie na subtelny i zarazem potężny wpływ, jaki pieniądze wywierają na każdy aspekt naszego stron: 288Oprawa: broszurowa Otwartość i szczerość w relacji z bliskimi chronią przed niemiłymi niespodziankami i są przejawem obdarzania się wzajemnie zaufaniem. Dlaczego więc decyzje o tym, kto i jak wydaje pieniądze, to jedno z najpowszechniejszych źródeł konfliktów w rodzinach? Rodzina jest swego rodzaju systemem, który składa się z różnych elementów i ma charakter dynamiczny, co oznacza, że poszczególne elementy wzajemnie na siebie oddziałują, więc system jako całość podlega zmianom, dążąc jednak do zachowania równowagi. Bardzo ważne jest to, jakie relacje zachodzą pomiędzy poszczególnymi elementami systemu – w tym przypadku między członkami rodziny. To właśnie charakter relacji może rozstrzygać o tym, czy i w jaki sposób specyficzne zachowania jednostki wywołają reakcję u innych jednostek. Na przykład dysfunkcje w emocjach lub zachowaniach jednej osoby mogą wywołać reakcję pozostałych jednostek i w konsekwencji zaburzyć działanie całości, naruszając stan homeostazy. Przyjrzyjmy się, jaką rolę odgrywają w systemie rodzinnym zachowania i decyzje związane z pieniędzmi. Wspólnota odpowiedzialności Zależy nam na posiadaniu pieniędzy, gdyż dzięki nim możemy zdobyć zasoby, które są albo niezbędne do przetrwania (np. pożywienie), albo przydatne do osiągania innych celów (np. rozwijanie zainteresowań). Mówiąc krótko – pieniądz jest środkiem wymiany. W kontekście działania rodziny instrumentalne funkcje pieniędzy będą dotyczyły sposobów ich pozyskiwania oraz zwyczajów związanych z ich wydawaniem. Najbardziej powszechną metodą zdobywania pieniędzy jest świadczenie pracy. Ale w grę wchodzą także inne sposoby, np. zaciąganie pożyczek, i to zarówno w sposób formalny (pożyczka z banku), jak i nieformalny (pożyczka od przyjaciela). Nieważne, o którym z tych sposobów mówimy – zachowania pojedynczych członków rodziny, które są powiązane z przywołanymi tu metodami pozyskiwania gotówki, będą miały znaczenie dla efektywności działania całego systemu rodzinnego. Gdy jedna z osób zaciąga kredyt, odpowiedzialność, w taki czy inny sposób, będą ponosić wszyscy. Pominiemy tu rozmaite zawiłości prawne, które mają duże znaczenie, gdy pojawiają się problemy z terminowym spłacaniem zobowiązań, i zatrzymamy się tylko przy konsekwencjach natury psychologicznej. Oto konkretny przykład wzięty z życia. Na stronie internetowej jednego z banków, w sekcji przydatnych pytań i odpowiedzi, znajdują się porady związane z wątpliwością, czy powinno się mówić współmałżonkowi lub partnerowi o zaciąganym kredycie gotówkowym. Abstrahując od rozmaitych niuansów formalnych, które stają się istotne w sytuacji zatajenia swojej aktywności kredytowej przed współmałżonkiem/partnerem, zwrócimy uwagę na jedną z tych rekomendacji pracowników banku, które nie mają charakteru prawnego. Otóż mówi ona, że otwartość i szczerość nie tylko chronią przed niemiłymi niespodziankami w razie śmierci kredytobiorcy, ale są też przejawem obdarzania się wzajemnym zaufaniem. To ważne, gdyż wyniki badań psychologicznych jednoznacznie wskazują na to, że zaufanie jest bardzo ważnym spoiwem społecznym, a jego osłabianie przyczynia się do rozbijania wspólnoty. A przecież relacje wspólnotowe to te, które najczęściej łączą nas z bliskimi osobami. Autorzy książki „Conflict and Decision Making in Close Relationships” (Kirchler, Rodler, Hölzl i Meier) piszą, że decyzje finansowe (przede wszystkim te dotyczące wydawania pieniędzy) są jednym z najpowszechniejszych źródeł konfliktów w małżeństwie lub związku partnerskim. Jak twierdzą przytoczeni autorzy, dzieje się tak przede wszystkim wtedy, gdy jedna z osób ma poczucie, że inny członek rodziny coś ukrywa – zaczyna działać na własną rękę, nie odczuwając potrzeby konsultowania swoich poczynań z resztą jednostek stanowiących złożony system rodzinny. Przypomnijmy – dysfunkcje w zachowaniach jednego z elementów systemu zaburzają homeostazę całości. Hierarchia czy egalitaryzm Oprócz decyzji o tym, w jaki sposób i kiedy pozyskiwać pieniądze, dokonywane są również wybory dotyczące ich wydawania. Członkowie rodziny mogą takie decyzje podejmować wspólnie lub niezależnie. Gdy myślimy o pieniądzach w sposób instrumentalny, natrafiamy na podobny problem jak ten, o którym była wcześniej mowa w kontekście zaciągania pożyczek. Sprawa wydaje się oczywista – jeśli jedna z osób tworzących system rodzinny bez uzasadnienia wydaje spore sumy pieniędzy, by zaspokajać swoje zachcianki, a nie rzeczywiste potrzeby, to naraża wszystkich na finansowe kłopoty. To tak, jakby jeden ze współwłaścicieli firmy dowolnie szastał jej zasobami, nie zważając na konsekwencje. Ale pisząc o tym, jak wydajemy pieniądze i jakie są skutki zachowań z tym związanych, trzeba wspomnieć i o tym, że pieniądz niesie ze sobą także specyficzne znaczenia symboliczne – afektywne. Pieniądze są nie tylko środkiem wymiany, gdyż jednocześnie generują skojarzenia z posiadaniem władzy, określonego statusu społecznego, prestiżu czy kontroli. W pewnych sytuacjach mogą również zyskiwać bardziej negatywne konotacje, wiążąc się z poczuciem lęku lub – nawet szerzej – uruchamiając w nas przekonanie, że są źródłem wszelkiego zła (chciwości, pazerności, bezwzględności itp.). Może być zatem tak, że specyficzne sposoby dysponowania pieniędzmi w rodzinie i zwyczaje, które im towarzyszą, będą skorelowane z tym, jaki jest charakter relacji między jej członkami. Ważne może być na przykład to, czy te relacje mają charakter hierarchiczny, czy raczej egalitarny. W badaniach, które jakiś czas temu przeprowadzono w Wielkiej Brytanii, próbowano ustalić, w jaki sposób w rodzinach żyjących w tym kraju są podejmowane decyzje o wydawaniu pieniędzy. Odpowiedzi udzielane przez respondentów (niezależnie od płci) wskazywały na to, że w dwóch trzecich przypadków takie decyzje są podejmowane wspólnie. W jednej trzeciej przypadków dochodziło do uzyskiwania przewagi decyzyjnej przez jednego członka rodziny. Czy jest to korzystna sytuacja? Raczej nie, ponieważ wywołuje ona specyficzne konsekwencje psychologiczne; dodajmy – konsekwencje dysfunkcyjne. Przejmowanie kontroli nad rodzinnymi finansami może być sygnałem braku zaufania, potrzeby dominowania nad innymi, indywidualizmu, egoizmu czy braku szacunku dla ich autonomii. Jak wcześniej wspomnieliśmy, niskie zaufanie jest groźne dla budowania trwałej wspólnoty, ale podobne negatywne skutki dla utrzymywania silnej więzi z bliskimi ma nadmierny indywidualizm. Autorzy przytoczonego tu badania sprawdzili też, czy sposób, w jaki jest zorganizowane w rodzinie wydawanie pieniędzy, wiąże się z nasileniem satysfakcji z bycia w rodzinie. Okazało się, że członkowie tych rodzin, w których obserwowano dominację jednej z osób, jeśli chodzi o dysponowanie rodzinnym budżetem, jednocześnie deklarowali niższy poziom satysfakcji. Zatem przejmowanie kontroli nad decyzjami finansowymi przez jeden z elementów systemu rodzinnego wiązało się z niższą efektywnością działania całego systemu. Nie ma bowiem wątpliwości co do tego, że bardziej efektywnie funkcjonują te rodziny, których członkowie odczuwają większe zadowolenie z tego, że są ich integralną częścią. Gdy dodamy, że satysfakcja z bycia w rodzinie jest jednym z ważnych predyktorów wskaźnika ogólniejszego, jakim jest satysfakcja z życia, to znaczenie opisanych wyników rośnie jeszcze bardziej. Milczenie o pieniądzach Przyglądając się systemowi rodzinnemu w kontekście tego, jaką rolę odgrywają w nim decyzje finansowe, możemy rozpatrywać nie tylko to, jak pieniądze się pozyskuje lub wydaje, ale także to, w jaki sposób się o nich mówi. Czy w rodzinie rozmawia się o pieniądzach, a jeśli tak, to w jaki sposób? Czy te rozmowy dotyczą kwestii czysto ekonomicznych – instrumentalnych (np. na jaką sumę ubezpieczamy nasze mieszkanie i na jakich warunkach), czy też dotykają kwestii symbolicznych i emocjonalnych (np. jak bardzo boimy się tego, że nie będzie nas stać na kupienie określonego dobra lub jak bardzo irytuje nas to, że jedna z osób w rodzinie rezygnuje z dobrze płatnej pracy, bo ta praca przestaje dawać jej zadowolenie). Sprawa wcale nie jest prosta, ponieważ ludzie generalnie mają kłopoty, by otwarcie rozmawiać o pieniądzach – bez względu na to, czy mówimy o kontekście rodzinnym, czy nie. Pieniądz jest swego rodzaju społecznym tabu. Rozmawianie o nim może być powiązane z odczuwaniem wstydu, zakłopotania czy lęku przed ujawnieniem swojego niższego albo wyższego statusu. Amerykańscy psychologowie – Alan Fiske i Philip Tetlock – twierdzą, że kłopotów z otwartym, pozbawionym oporów rozmawianiem o pieniądzach mogą doświadczać przede wszystkim te osoby, które łączy relacja wspólnotowa. Według nich pieniądze są prototypowym elementem relacji wymiennych (rynkowych), ale nie takich, które w sposób naturalny są oparte na emocjach (czyli relacjach wspólnotowych). A przecież – o czym już wcześniej była mowa i co wydaje się oczywiste – członków rodziny spaja właśnie poczucie wspólnoty, której fundamentem jest miłość, bezinteresowność, przedkładanie dobra innego człowieka nad własne materialne interesy. Skoro zatem pieniądze są tabu, to może rzeczywiście lepiej o nich nie debatować w kręgu rodzinnym? Niestety, sprawa nie jest taka prosta. Unikanie szczerego rozmawiania o kwestiach finansowych może negatywnie oddziaływać na dobrostan psychiczny członków rodziny. Margaret Shapiro, psychoterapeutka ze Stanów Zjednoczonych, pisze w jednej ze swoich prac, że wspólne dyskutowanie o pieniądzach w rodzinie jest przejawem wzajemnej akceptacji, poszanowania dla odmiennych postaw i opinii, uznania tego, że każda osoba ma kompetencje, by się wypowiedzieć. W konsekwencji daje to członkom rodziny poczucie bezpieczeństwa. Chowanie kwestii finansowych pod rodzinny dywan nie jest zatem rozwiązaniem adaptacyjnym. Pieniądze są wpisane w nasze życie i trzeba pamiętać o tym, że gdy jesteśmy częścią jakiegoś systemu, np. rodziny, to skutki naszych decyzji finansowych dotyczą również innych ludzi, którzy ów system tworzą. Dzieje się tak nie tylko w odniesieniu do instrumentalnych, ale także symbolicznych znaczeń pieniędzy. Gdy rozrzutnie trwonimy zasoby, naszym bliskim może ich zabraknąć, ale to nie jedyny skutek, jaki da się zaobserwować. Inne konsekwencje to doznanie braku zaufania, utraty kontroli czy poczucia akceptacji, a w dalszej perspektywie – spadek poziomu satysfakcji z relacji, które nas łączą z naszymi bliskimi. Wpływ pieniędzy na system rodziny jest większy i bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Warto o tym pamiętać. Prof. dr hab. Tomasz Zaleśkiewicz - szef Centrum Badań nad Zachowaniami Ekonomicznymi na Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu. W pracy naukowej koncentruje się na badaniu zachowań ekonomicznych oraz zagadnieniach związanych z podejmowaniem decyzji i percepcją ryzyka. W ostatnich latach jego projekty koncentrują się na odkrywaniu psychologicznych konsekwencji urynkowienia relacji społecznych

pieniądze w małżeństwie psychologia